środa, 24 września 2014

Jedno zdanie w którym mogłabym być opisać swój obecny stan?
Winna zbrodni emocjonalnej,  pokłucona z duszą.

Przygryzam wysuszone wargi, myśląc że kiedy milczysz zawsze dzieją się rzeczy nad którymi nie panuje. Chowam moje ciało w za dużych swetrach, opatrując nowo powstałe rany.
Co raz częściej myślę,  że jestem powodem twojej wewnętrznej kłótni,  aczkolwiek przez gardło nie przechodzą mi słowa które automatycznie i bezwarunkowo zakończą naszą znajomość. A co raz bliżej jesteś mojego serca.

Leżę na poduszkach w namiocie i nie czuje zimna, nie czuje w sumie nic, ewentualnie złość która przemyka mi przez palce. Martwi mnie, że każde przeziębienie ostatecznie zamienia się w początkowe stadium zapalenia oskrzeli. Staram się przecież być.  Mimo bólu który wgniata moje wnętrzności.
Obiecałeś, że dasz mi zmienić świat.
Chociaż ty mnie nie zawiedź, Boże.

piątek, 19 września 2014

'Gdyby przestrzeń między nami nie była tak trwała, jak to czuje, nie było by smutnej piosenki'



Wspomnienia jak jesienne liście. Powoli spadają na ziemię łącząc się z błotem, gnijąc, zapominając. Gdzieś giniesz w szerzącej się amnezji poranku, świat nie zatrzymuje się nawet na sekundę, nawet na moment. Wykrzykuje, obijam złe emocje w rytm dźwięków które najbardziej kocham. Bandaże, ból, krew- wyswobadzają, lecz łączą się z brakiem jakichkolwiek zdrowych zahamowań. Znowu pluje krwią, znowu się rozpadam.
 
Ucieka mi każda chwila, wypluwam każdą, pozbywam się.
Metafizyczna teoria poznawania świata również spędza mi sen z powiek, coraz trudniej otwieram swój umysł na sensualizm, subiektywizm - cienka granica pomiędzy uczuciem a rozumem. Rozwijam swój umysł poznaje choroby, porównuje objawy, uczę się jak pokonać coś co zabija ludzkość. Może w końcu zapomnę o autodestrukcji. 
Istotą życia jest śmierć, pamiętaj.

(po cichu)
Biję się w pierś bo dałam Ci wszystko, a tak mało otrzymuje. Chowam siniaki, zadrapania, ślady ugryzień bo jest mi wstyd.Zależy mi na Tobie. A mimo tego zmywam jak najszybciej zapach twojej skóry. Mówię do Ciebie w najskrytszych marzeniach, ale nie otrzymuje odpowiedzi, taki już jesteś, przestałam oczekiwać czegokolwiek w zamian.

Chodź, podziel się kłamstwem, że muszę istnieć to sprawia, że lśnię.

(Gdy Ty lśnisz, ja lśnię, mimo wszystko po Twojej stronie)

niedziela, 14 września 2014

Wieczność.
Wcale nie jest cudowna.
Budzę się i uczucie poskutkowe po alkoholowej libacji miesza się z uczuciem rozczarowania,  bo czuję się inaczej niż powinnam.
Ręce trzęsą się z bólu,  codziennie mocniej.

Powinność.
Kolejne uczucie które często miesza mi w życiu i nie do końca pragnę żeby mi towarzyszyło w każdej myśli.

Kłamstwo.
Pokasłuje cichutko byś nie widział,  że duszę się w środku z własnej głupoty,  bo niby się o mnie troszczysz a to mnie bawi, bo nie wierzę że ktoś tak po prostu się interesuję. Czy ktoś zastanawia się  jak szybko zmiecie mnie życie z powierzchni ziemi. Nie zasługuje na to i nie chce tego.

Popęd.
Moje ciało uderzają emocje przeciwne, już nie myślę o tym że Cię pragnę.  A dotyk będzie mi obcy. Zamykam się,  po wielkim wybuchu pragnień.  Taka jestem.

Agresja.
Rośnie z każdą minutą, napędza mnie.
Dobrze,  że wyjeżdżam. Muszę uciec.
Schować się.

M.

niedziela, 7 września 2014

Nie będziem wracać, ani wybaczać, ni w samotności upijać się.


Moje stopy lekko uderzają o grunt ziemi, natłok myśli  powoduje schizofreniczne lęki przed następnym dniem, a mimo tego choć to śmieszne lepiej mi się oddycha w twoich objęciach. Czuje się w nich bezpiecznie, aczkolwiek tak naprawdę nie mam pojęcia dlaczego się w nich znajduje. Każde zachłyśnięcie się powietrzem uważam za sukces. Wydaje mi się że bez Ciebie wolałabym się dusić.
Ostatni miesiąc spowodował nieprzewidziane szaleństwo, które miesza się ze stężeniem alkoholu które nie opuszcza moje ciało.
Ale nie chce już.
Chce trzeźwo patrzeć Ci w oczy, chce Ci pokazać każdą moją kryjówkę abyś mógł mnie zawsze znaleźć. Równoważnie odczuwam niezliczone pokłady energii i chęci pomocy, bo wiem że potrafię to zrobić. Potrafię Cię ułożyć, ale potrzebuje do tego czasu.
Tymczasem.
Dalej nie wiem kim dla mnie jesteś i nawet nie chce pytać.

Nie będzie nam płakać i drżeć, ani ukradkiem wycierać nos
Nie będzie nam upijać się, ani tabletek łykać na sen.


Sen dalej jest moim wrogiem, a zmęczenie najlepszym przyjacielem. Coraz trudniej jest mi ukrywać syndromy wyczerpania i o dziwo zaczęłam mówić o nich zbyt otwarcie, poczucie ufności wzrosło i nie wiem czym jest spowodowane, trudno mi cokolwiek o tym napisać  bo zbyt wiele wyszło na jaw tak samo trudno mi się zmierzyć z tym wszystkim, bo chyba chciałabym trwać, chciałabym zrobić coś dla świata. Jak byłam mała zawsze marzyłam o byciu wielkim człowiekiem, a dzisiaj wiem że mogę nie zdążyć być wielka. 
I zostanę na zawsze mała, mała.


Mała.

piątek, 25 lipca 2014

Daj mi siłę by wstać, daj mi siłę by iść,
Daj mi siłę by walczyć, daj mi siłę by żyć.

Ciemność którą rozświetlają świeczki wokół gorącej wody, tafla która drży od basowych gitar the billa, brakiem nadziei marzenia zabijam,  zamazane obrazy w mojej głowie szepczą ze mną słowa które błagalnie szukają zrozumienia, woda przyjmuje kolor wina,  dokładnie wtedy odwiedza mnie mój przyjaciel strach i muska pocałunkiem lęku. Moje ciało z dnia na dzień staje się coraz słabsze, a posmak krwi który budzi mnie co rano, pozostanie nauczką za życie bez jakichkolwiek ograniczeń. choroby z dzieciństwa wróciły jak bumerang i klęczą wraz ze mną, pytając co uczyniłam że agoniczny ból wymazuje mi pamięć.

Czasem obłęd zamieni ze mną słowo, budzę się mokra, przestraszona, z telefonu wydobywa się odgłos uśpionego oddechu który z prędkością światła zamienia się w krzyk mimowolnej pomocy, nie zastanawiam się, uciekam do pokoju w którym nigdy Cię nie było, wdycham więcej powietrza tuląc ulubioną poduszkę, z pamięci przeszłość wymazuję lecz sny się śnią, noc się kończy i ja dalej nie widzę dnia.

Miłości nie pozwalam się odwiedzać, gdzieś na podłodze leży bukiet czerwonych róż, serce zapadło w śpiączkę i samotnie wraz ze mną wybije ostatni ton kiedy nadejdzie na to czas. 


Swe rany rozdrapuje, oddech dławi lęk - oto człowiek.
m.  

wtorek, 8 lipca 2014

nie wiem czemu tak właśnie musi być
wiem, że chciałbym jak wy tak umieć żyć
ciągle do przodu, byle dalej iść
nie mieć oporu, zawsze sobą być


Stoję w deszczu a moje ciało drży z zimna, nie mogę się ruszyć,  odejść,  przemieścić.  Krople toczą się po moich policzkach a zmęczenie już nie daje siwych znaków tylko wgniata moje wnętrzności w ziemie.

Czuje się jak bym żyła w innym życiu, trzecim z resztą.  Moja pierwsza miłość zepchnęła mnie do degradacji,  twardych narkotyków,  śmierci otoczenia by w kolejnym ze słodkiej uśmiechniętej małej tętniącej miłością stanąć tu, by w trzecim ostatecznym być wrakiem osobowości który już niedługo w prosty sposób zaharuje się na śmierć.

To takie dziwne, po raz kolejny stoję na granicy pewnej wytrzymałości.  Drażni mnie to że większość bliskich znajomych zapomina o mojej chorobie która przy nasilonym stresie tyka jak bomba.
Nie lubię okazywać tych stanów,  są dla mnie wadą,  spaczeniem mojej osobowości która powoli zanika.

Uśmiecham się widząc telefon wyśpiewujący agonie comy która pojawia się przy kierunkowym numerze naszych najmniej lubianych sąsiadów.  Coś odzyskałam, przeprowadzka do miasta zaburzyła równania psychosomatyczne w mojej głowie,  zmieniła moje priorytety a ja powoli zdaje sobie sprawę co jest dla mnie tak bardzo ważne.

środa, 2 lipca 2014

Zastanawiam się czemu czuję się tak dziwnie, oddycham spokojnie a moje ciało drży ze strachu. Chyba znowu nadchodzi kumulacja, muszę wrzucić się w wir tego wszystkiego bo wtedy nie mam czasu nawet pomyśleć.


Tymczasem.
Siedzę na ławce od godziny, pompuje krew z nadmierną prędkością bo właśnie przystanęłam. Lubię to uczucie kiedy wchodzę w rytm piosenki  i moje stopy uderzają o grunt wraz z perkusyjnym uderzeniem. Robię to często, nawet gdy nie mam siły nie odpuszczę. Bo przecież zmęczenie to tylko stan umysłu, dam radę.


Wdycham powietrze i jest dla mnie takie dziwne, bo zamiast wirować ze szczęścia ja zamykam się w sferze tęsknoty, ale nie za kimś ani za czymś. Tęsknie za moim szczerym uśmiechem, za gadaniem głupot które zawsze Cię śmieszyły. Za dziewczynką która łapała Cię za rękę i promieniała uczuciami. Dziś jestem inna. Zimna. Oschła. Pusta. Jestem jak robot.